Tyle płatków, zachodzących na siebie, skupionych, jedne z wywiniętym brzegiem inne wystrzępione, krągłości i krawędzie. A do tego tak minimalne różnice odcieni, że ukazać tą skomplikowaną, różaną konstrukcję można jedynie delikatnym cieniem i rozświetleniem, ciemniejszą i nieco jaśniejszą barwą.
Uznałam swego czasu, że to za trudne, że może kiedyś ...
Do tego moja niechęć do szkicowania, do precyzji, do zabawy w detal ... i pewnego razu (być może z powodu śniegu za oknem lub nadmiaru namalowanych już maków) "namaskowałam" sobie własnie coś-jakby róże.
Nie szukałam zdjęcia, nie planowałam, zdałam się na pamieć i na intuicję.
Przecież tyle się człowiek w życiu tych róż naoglądał, że coś z tego powinno było mu pozostać, gdzieś tam ...
W dodatku przy kompletnym braku wiary w to, że mi taka akwarela wyjdzie wszelkie szkice byłyby dodatkową stratą czasu.
Coś wyszło, potem jeszcze jedne i kolejne. Moje "różane ogrody" - moje, bo nie całkiem tak wyglądają róże, ale właśnie to mi wystarczyło i sprawiło, że przestałam się bać malowania róż.
Mam dobry humor i pełno zapału, bo to jest tak jakbym wyjechała do kraju, w którym jeszcze nie byłam. Tyle możliwości, wszelkie kompozycje i zestawienia kolorów - róże dzikie, ogrodowe, pnące, herbaciane, z rosą na płatkach i otulone mgłą ...
I przecież jest nadzieja, że z czasem będzie więcej prawdziwych róż w moich "różach" :)
Bo ja się bałam róż ... malować akwarelą
Dlaczego własnie nibybiel ? ... bo to pierwszy nick, którego używałam - myślę, że trafnie dobrany i ze względów sentymentalnych ważny. Witam serdecznie wszystkich odwiedzających :) 


Komentarze