Nie jest to pełna opowieść - kończy się wówczas gdy czas na suszenie i zdejmowanie maski. Powody są dwa: zależało mi na pokazaniu początkowej, najważniejszej fazy malowania a na część dalszą nie starczyło już dziennego światła :)
Ponieważ ciągle nie po drodze mi z nagrywaniem własnego głosu - postaram się opisać co istotniejsze rzeczy.
Zaczynam od moczenia papieru - szczególnie jego górnej części by niebo i najdalsze zarośla odpowiednio się rozpłynęły ...
... i tak sobie maluję, bardzo dużą "kozą" - plamy farby łączą się ze sobą, żyją, a ja tylko nieco je koryguję. Dopóki papier jest bardzo mokry wszystko można zrobić - dodać koloru, zebrać go odciśniętym pędzlem i mimo tych działań plamy nadal przelewają się swobodnie.
Gdy wilgoci jest mniej kolejne pociągnięcia zaznaczają się ostrzej, nie tracą konturów - pnie drzew, pierwsze konary, choinki w oddali. I jeszcze te ruchy pędzla, których efekty widać po chwili gdy czysta woda zostawi ślad na nie do końca suchym tle. Powstają jaśniejsze od błękitu nieba gałęzie by sięgnąć jeszcze dalej, po jeszcze większą głębię.
Akwarela musi płynąć, nie można żałować jej wody, bać się i wahać, dopuścić by wyschła zbyt szybko. Na tym ta zabawa właśnie polega :)
Pozdrawiam życząc w Nowym Roku dużo szczęścia i bardzo mokrej farby na papierze :)
A oto gotowa akwarela:

Filmowa historia akwarelowej zimy
Dlaczego własnie nibybiel ? ... bo to pierwszy nick, którego używałam - myślę, że trafnie dobrany i ze względów sentymentalnych ważny. Witam serdecznie wszystkich odwiedzających :) 


Komentarze
Thanks and best regar
Serhat CONGER.